BLOG ZAWIESZONY NA CZAS NIEOKREŚLONY Z POWODU MOJEGO ZŁEGO STANU PSYCHICZNEGO ORAZ BRAKU MOTYWACJI DO CZEGOKOLWIEK...

O mnie:

► Witajcie, moi drodzy! W poprzednim, a zarazem moim pierwszym wpisie na tym blogu (KLIK!) przedstawiłam wam ogólny zamysł pamiętnika konkursowego, który będę w najbliższych dniach prowadzić. Z kolei w tym wpisie opowiem wam nieco więcej o sobie i swoich problemach, a także o tym, co zmieniło się w moim życiu wraz z pojawieniem się koronawirusa w Polsce.
► Moja obecna sytuacja życiowa wygląda następująco. W 2018 roku ukończyłam liceum ogólnokształcące i zdałam maturę. Mam więc wykształcenie średnie. Później przez około pół roku studiowałam (a raczej próbowałam studiować) finanse i rachunkowość. Planowałam w przyszłości pracować w firmie mojego ojca, który jest biegłym rewidentem. Niestety, szybko przerwałam te studia. Nie zdałam tzw. "sesji", a tym samym nie ukończyłam nawet pierwszego semestru, mimo, że naprawdę zależało mi na tych studiach i bardzo się starałam. W przeciwieństwie do większości moich rówieśników nie imprezowałam, ani nie spotykałam się ze znajomymi, których zresztą nie miałam. Posiadanie znajomych jest awykonalne, kiedy cierpi się na fobię społeczną, a ja cierpię na nią od zawsze. Próbowałam się przełamywać i jakoś z tym walczyć, ale to było silniejsze ode mnie... Pewnego razu na studiach poznałam nową koleżankę (a przynajmniej tak mi się wydawało...). Miała na imię Patrycja. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że koleżanka ta po jakimś miesiącu przestała się do mnie odzywać, tak po prostu, bez żadnego powodu. Co prawda, nie stało się to nagle, z dnia na dzień. Działo się to raczej stopniowo. Po kilku tygodniach naszej znajomości Patrycja zaczęła coraz mniej się do mnie odzywać (a ja nie potrafiłam odezwać się do niej pierwsza), aż w końcu nasza znajomość zupełnie się urwała. Nie była to pierwsza taka sytuacja. Przechodziłam przez to już kilka razy w liceum. Dlatego też było mi bardzo smutno, kiedy znowu zostałam sama i jedyne, co mogłam, to obserwować z boku, jak moi rówieśnicy spontanicznie nawiązują ze sobą nowe znajomości. Uczucie wyobcowania oraz nadmiar materiału do nauki, z którym sobie nie radziłam, wpędzały mnie w coraz głębszą depresję, z powodu której nie byłam w stanie normalnie funkcjonować i musiałam przerwać studia. Przynajmniej miałam ten komfort, że mogłam sobie na to pozwolić. Nauka na studiach nie szła mi z kilku powodów, m.in. dlatego, że ekonomia nigdy nie była moim wymarzonym kierunkiem i kompletnie mnie nie interesowała. Wybrałam ten kierunek, żeby mieć w przyszłości pewną, stabilną, w miarę łatwą i dobrze płatną pracę, a biorąc pod uwagę moje trudności w kontaktach międzyludzkich, perspektywę pracy w biurze u mojego taty uznałam za dobry pomysł. Jednak to nie brak zainteresowania ekonomią był główną przyczyną moich trudności w nauce, a nasilająca się u mnie w ostatnich latach nerwica obsesyjno-kompulsywna (tzw. nerwica natręctw). W moim przypadku objawia się ona przesadną dbałością o porządek i dążeniem do perfekcji na każdym kroku...
*Tutaj chciałabym zrobić małą dygresję i zwrócić uwagę na jedną rzecz. Pewnie wielu z was nerwica obsesyjno-kompulsywna kojarzy się z przesadną dbałością o higienę, np. z częstym myciem rąk. Mnie to na szczęście nie dotyczy, ale wiem, że jest to częsty objaw tej choroby. I tak sobie myślę o tych osobach, które na co dzień mają obsesję na punkcie mycia rąk... Jak one muszą czuć się teraz, kiedy koronawirus szaleje i wszędzie mówi się o tym, żeby dbać o higienę i myć ręce. W jakim lęku i niepokoju muszą żyć te osoby... Bardzo im wszystkim współczuję. Z podobnych względów współczuję również wszystkim hipochondrykom. Teraz, kiedy ciągle się słyszy o tym koronawirusie, nie trudno jest sobie wkręcić, że się go ma; podczas, gdy jest się zwyczajnie przeziębionym. Piszę o tym, żeby zwrócić uwagę na niektóre problemy, z którymi zmagają się ludzie, a o których się głośno nie mówi. Uważam, że powinno się częściej mówić o tym, że należy myć ręce, ale nie można z tym przesadzać, ponieważ zbyt częste mycie rąk (zwłaszcza preparatami odkażającymi na bazie alkoholu) może powodować poważne choroby skóry:(
...U siebie w pokoju mam zawsze idealny porządek. Na biurku, w szafie z ubraniami i w każdej głupiej szufladzie mam wszystko równiutko, symetrycznie poukładane co do milimetra. Dosłownie. Być może niektórzy z was teraz sobie pomyślą: "W sumie to masz fajnie, bo np. ja jestem strasznym bałaganiarzem, a do tego strasznym leniem i nie chce mi się sprzątać..." Tylko, że nerwica natręctw nie wyklucza lenistwa. Uwierzcie, mi też się nie chce. Nieraz mam już po dziurki w nosie ciągłego układania wszystkich przedmiotów wokół siebie i wielokrotnego sprawdzania, czy przedmioty te na pewno są już ułożone, mimo, że doskonale wiem, że są. Czasami nawet zdarza się, że lenistwo bierze górę i odpuszczam sobie to całe porządkowanie. Tylko, że wtedy nie jestem w stanie na niczym innym się skupić. W mojej głowie pojawia się chaos i uczucie braku kontroli. Mój mózg na mnie krzyczy... Widzicie, niektórym dzieciom rodzice każą sprzątać swój pokój. Mnie każe to robić mój mózg, z którym muszę przebywać 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu przez całe swoje życie... Czasami mam już tego dosyć. Chciałabym wyjść ze swojej głowy i trochę odpocząć od tego mózgu, który ciągle się mnie czepia... A czepia się mnie o wszystko, o każdą głupotę, nawet o moje notatki szkolne... Wiecie, jak wyglądała moja szkolna rzeczywistość za czasów liceum, a później na studiach? Nieraz zdarzało mi się, że na lekcjach notowałam wszystko na brudno, byle jak, byle tylko nadążyć za tempem pisania narzuconym przez nauczyciela, z czym miałam problem, bo piszę stosunkowo wolno. Niestety, wygląd takich notatek był dla mnie nie do zaakceptowania, dlatego też w domu (po lekcjach) przepisywałam wszystko na czysto. Chciałam, żeby moje notatki wyglądały estetycznie, dlatego robiłam to bardzo powoli i dokładnie, a na dodatek co chwilę poprawiałam jakąś literkę. Przepisywanie tych notatek zajmowało mi nieraz kilka godzin, po których nie miałam już na nic siły ani czasu, więc wkurzona i zmęczona szłam spać...
*Jestem typem człowieka, który potrzebuje przynajmniej 8 godzin snu (najlepiej 10-12), żeby się wyspać. Poza nerwicą natręctw, to właśnie duże zapotrzebowanie na sen przyczynia się u mnie do tego, że cierpię na chroniczny brak czasu. Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy popadnę w taką depresję, że nie chce mi się żyć i chciałabym po prostu zniknąć; wtedy tego czasu jest za dużo... A tak w ogóle to niesamowicie podziwiam wszystkich lekarzy, pielęgniarki, ratowników itd., zwłaszcza tych, którzy pracują na długich dyżurach i nie śpią po kilkadziesiąt godzin. Dla mnie jest to niepojęte, jak ci ludzie radzą sobie w takich warunkach; zwłaszcza teraz, w czasie pandemii, kiedy są szczególnie przeciążeni pracą. Mam nadzieję, że obecna sytuacja sprawi, że w przyszłości zawód lekarza będzie bardziej doceniany, a osobom pracującym w tym zawodzie zapewni się lepsze warunki pracy i wyższe wynagrodzenia. Uważam, że ci ludzie naprawdę na to zasługują:)
...Dlatego właśnie nie poradziłam sobie na studiach i musiałam przerwać naukę. Od tego czasu (luty 2019) siedzę w domu i mam przerwę od wszystkiego. Nie wiem, jak długo ta przerwa będzie jeszcze trwać. Nie wiem, co później w życiu będę robić. Jestem w kropce. Moja oficjalna diagnoza to autyzm atypowy, który różni się od zwykłego autyzmu tym, że mam większy kontakt z rzeczywistością. Jestem bardziej świadoma swojej odmienności, przez co bardziej cierpię... Widzicie, wbrew pozorom czasami łatwiej jest żyć zanurzonym w swoim własnym świecie, niż balansować na granicy dwóch różnych światów i nie przynależeć (tak do końca) do żadnego z nich... Z autyzmem (zarówno tym typowym, jak i atypowym) związane są różne zaburzenia, o których już wcześniej pisałam. Z powodu tych zaburzeń nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Nie mogę studiować ani pracować. Byłam już u wielu psychologów i psychiatrów, ale żaden z nich nic sensownego mi nie doradził. Chodziłam na różne psychoterapie, ale niewiele mi one pomogły. Od kilku lat biorę leki psychotropowe, które pomagają, ale tylko częściowo... Swoją drogą teraz się trochę boję, czy dostęp do moich leków nie będzie utrudniony... No bo wiecie, cały świat gospodarczo stanął i już teraz są problemy z produkcją niektórych leków. Nie wiadomo, jak to się dalej potoczy. Na szczęście mam jeszcze zapas leków na jakiś miesiąc... Wracając do tematu... Jestem w kropce i nie wiem, jak będzie wyglądać moja przyszłość. Na razie staram się o tym nie myśleć i skupiam się na rozwijaniu swoich zainteresowań, jakimi są m.in: języki obce, religie, filozofie, muzyka, sztuka, kosmos i wiele innych... Nie mam obecnie planów na przyszłość. Mam za to wiele marzeń... I swój własny wszechświat:-)
► Teraz opowiem wam trochę o mojej sytuacji rodzinnej. Jak już na początku wspomniałam, mój tata jest biegłym rewidentem i prowadzi firmę zajmującą się księgowością, rachunkowością itd. {UWAGA! Już niedługo opublikuję wpis, w którym opiszę, jak firma mojego taty radzi sobie z koronawirusem...} Jego zarobki pozwalają na utrzymanie całej naszej rodziny. Moja mama nie pracuje; zajmuje się domem i opieką nad dziećmi, czyli mną i moim młodszym bratem. Mój brat ma na imię Kuba, ma 14 lat i chodzi do 7 klasy podstawówki. Obecnie moi rodzice są po rozwodzie i mieszkają osobno, ale mimo tego żyją ze sobą w zgodzie. Mój tata w dalszym ciągu utrzymuje naszą rodzinę, płaci nam alimenty itd. Ja i mój brat mieszkamy razem z mamą. Tata z kolei mieszka ze swoją nową partnerką i dzieckiem z jej pierwszego związku... Cała ta sytuacja jest dosyć zagmatwana, ale nie będę jej dokładniej wyjaśniać. Po pierwsze: byłoby za dużo pisania, a po drugie: są to nasze prywatne sprawy. Przedstawiłam naszą sytuację rodzinną w zarysie, żebyście wiedzieli (mniej więcej) o co chodzi i mam nadzieję, że to wystarczy:-)
► Teraz opowiem wam trochę o koronawirusie. Wszystko zaczęło się w grudniu 2019 roku, a być może jeszcze wcześniej... Gdzieś na drugim końcu świata, w odległych Chinach, a konkretnie w chińskim mieście Wuhan (o którego istnieniu nie miałam wcześniej pojęcia xD), zaczęła się szerzyć jakaś zaraza... Dziś wiadomo, że zarazą tą jest koronawirus SARS-CoV-2, który wywołuje chorobę o nazwie COVID-19. Nikt nie przypuszczał jednak, że wirus ten w tak błyskawicznym tempie rozprzestrzeni się po całym świecie i dotrze nawet do takich miejsc, jak Grenlandia czy Seszele... 11 marca 2020 roku WHO ogłosiło, że mamy do czynienia z pandemią... I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno pewien mieszkaniec Wuhanu myślał, że koronawirus go nie dotyczy, bo mieszka na drugim końcu miasta xD. O istnieniu koronawirusa dowiedziałam się gdzieś pod koniec stycznia. Od początku temat ten bardzo mnie zainteresował i zaczęłam śledzić wszystkie newsy z nim związane. W końcu nie codziennie zdarza się, że zamyka się całe miasto i buduje szpitale w ciągu tygodnia (a właśnie to wydarzyło się wtedy w Chinach). Oczywiste było więc, że sytuacja jest poważna...
*Dlatego też denerwowało mnie, jak ludzie zaczęli mówić, żeby nie siać PANIKI, bo co roku więcej ludzi choruje na grypę... ble ble ble... Dzisiaj już chyba każdy widzi, że koronawirus to NIE grypa i nie można go do niej porównywać... Denerwowało mnie to tym bardziej, że żadnej paniki (przynajmniej w Polsce) nie było. Owszem, był pewien lęk, niepokój, analizowanie powagi sytuacji, informowanie o potencjalnym zagrożeniu itd. Tylko, że żadnej z tych rzeczy paniką nazwać nie można! Niestety, jak widać, ludzie lubią nadużywać niektórych słów, nie mając pojęcia, co one tak naprawdę oznaczają... Człowiek wpada w panikę w dwóch sytuacjach: albo, kiedy znajduje się w ekstremalnie niebezpiecznej sytuacji i jego życie jest bezpośrednio zagrożone; albo, kiedy cierpi na zaburzenia lękowe, np. fobie itd. Większość osób nawet nie jest w stanie sobie wyobrazić tak silnego lęku... Uważam, że nadużywanie słowa "panika" jest krzywdzące wobec osób, które naprawdę tej paniki doświadczyły... Bo jak te osoby mają opisać to, co czują; tak, żeby inni zrozumieli? No właśnie... Swoją drogą zauważyłam, że kiedy koronawirus dotarł już do Polski i sytuacja stała się naprawdę poważna, ludzie przestali mówić o panice, a zaczęli mówić o lęku i niepokoju... Dziwna jakaś ta nasza mentalność...
...Nie spodziewałam się jednak, że koronawirus dotrze do Polski; a już na pewno nie tego, że w całym kraju zostaną zamknięte szkoły, kina, teatry, siłownie, baseny, restauracje, bary i wiele innych miejsc... Życie wielu ludzi z pewnością stanęło w miejscu... ale nie moje. Moje życie cały czas stoi w miejscu... Witajcie w moim świecie, przybysze z zaświatów! Siedzenie w domu, w izolacji od świata, to moja codzienność. Nie chodzę na imprezy, dyskoteki czy koncerty, bo nie lubię głośnej muzyki i tłumów... i szczerze mówiąc, dziwi mnie to, że tyle ludzi to lubi. Poza tym nie spotykam się ze znajomymi i nigdzie z nimi nie wychodzę, bo po prostu ich nie mam. Naprawdę, nie mam nikogo, a jedyne osoby, z którymi mam obecnie kontakt, to moja rodzina... W ogóle rzadko wychodzę z domu, bo nadmiar bodźców i hałasów z zewnątrz mnie przytłacza... Lubię samotne spacery, ale mieszkając w dużym mieście nie mam dokąd na taki spacer się wybrać. Mieszkam wprawdzie w pobliżu parku, ale tam zawsze jest pełno ludzi, którzy głośno ze sobą rozmawiają, śmieją się itd. Niestety, nie jestem w stanie w takim miejscu odpocząć i się zrelaksować... Trochę szkoda, że teraz pozamykali wszystkie parki, lasy, plaże itd. Liczyłam na to, że teraz, gdy dużo osób jest na kwarantannie, miejsca te będą puste i w końcu wybiorę się na taki spokojny spacer. W końcu szanse na zarażenie się (będąc samemu) w takim miejscu są znikome... Z drugiej strony rozumiem tę decyzję, bo faktycznie dużo osób wykorzystywało te miejsca, żeby się spotykać w większych grupach... Wracając do tematu... Życie w domu to moja codzienność i w sumie niewiele się u mnie zmieniło, odkąd koronawirus pojawił się w Polsce i wprowadzono te wszystkie ograniczenia. Największa zmiana, jaka w moim życiu zaszła to... pisanie tego pamiętnika! Bez kitu xD. Poza tym zaczęłam się interesować wirusami i czytać o różnych epidemiach, które miały miejsce w historii naszego świata... Co jeszcze zmieniło się w moim życiu? Niestety, w tym roku na Wielkanoc nie zobaczę się z moją babcią, która mieszka na drugim końcu Polski. Wcześniej babcia miała w planach do nas przyjechać, ale teraz to niemożliwe... Poza tym od kilku tygodni tata nas nie odwiedza, bo ma dużo kontaktów z różnymi ludźmi w firmie i boi się, że nas zarazi. Czasami robi nam jakieś zakupy, ale zostawia je pod drzwiami i nawet nie wchodzi do nas do mieszkania. Od czasu do czasu rozmawiam z tatą przez telefon albo messengera, ale się z nim nie widuję. Trochę za nim tęsknię... No i to chyba wszystko, co zmieniło się w moim życiu po tym, jak epidemia koronawirusa wybuchła w Polsce. Widzicie, takie mam nudne życie xD.
► Na koniec chciałam poprosić was wszystkich o to, żebyście podeszli na poważnie do tego, co się teraz dzieje i nie łamali narzuconych nam zasad. Jeżeli jesteście na kwarantannie, to nie lekceważcie tego i pod żadnym pozorem nie wychodźcie z domu! Jeżeli NIE jesteście na kwarantannie, to lepiej też nie wychodźcie z domu, jeśli to nie jest konieczne... Proszę was, to naprawdę ważne! To od nas zależy, jak szybko koronawirus będzie się rozprzestrzeniał i ile przypadków zachorowań będzie w Polsce. Jeśli myślicie, że koronawirus was nie dotyczy, bo jesteście młodzi, silni i zdrowi, to jesteście w błędzie. Koronawirus dotyczy nas wszystkich. Każdy z nas może być nosicielem i zarażać innych, nie będąc tego świadomym... Proszę was, nie bądźcie ignorantami i egoistami. I nie narzekajcie, że wam się w domu nudzi. Wiele osób chciałoby sobie poleniuchować w domu, ale niestety nie może, bo musi ciężko pracować... Doceńcie to, że możecie spędzić czas z rodziną i odpocząć od codziennych obowiązków. Doceńcie to, że jesteście zamknięci w domu, a nie np. w szpitalu albo więzieniu... Wykorzystajcie ten czas, który teraz macie, na rozwijanie swoich pasji i zainteresowań. Uwierzcie mi, w domu można robić naprawdę MASĘ różnych rzeczy, np.:
*CZYTAĆ: książki, powieści, przypowieści, opowiadania, nowele, eseje, felietony, bajki, baśnie, legendy, wiersze, gazety, czasopisma, magazyny, artykuły, wiadomości, koronanewsy, wikipedię, nonsensopedię, komentarze w internecie, blogi różnych osób, pamiętniki, dzienniki, historyjki z wattpada, fanfiki, komiksy, mangi, ebooki itd.
*OGLĄDAĆ: filmy, seriale, kreskówki, bajki, kompilacje, filmiki na YT, transmisje na żywo na YT, netflixa, gify, animacje, zdjęcia, obrazy, memy, koronastatystyki itd.
*SŁUCHAĆ: muzyki, melodii, piosenek, coverów, audiobooków, podcastów, creepypast, pastolektora, historii, opowiadań, radia itd.
*PISAĆ: książki, opowiadania, wiersze, rymowanki, pamiętniki, dzienniki, blogi, koronapamiętnik, swoje przemyślenia itd.
*GRAĆ (W): gry komputerowe, gry planszowe, gry karciane, szachy, warcaby, scrabble, monopoly, simsy, minecraft, roblox itd.
*ROZWIĄZYWAĆ: krzyżówki, rebusy, sudoku, pasjanse, łamigłówki, zagadki, zadania, testy, psychotesty, quizy itd.
*UPRAWIAĆ: relaksację, medytację, jogę, pilates, fitness, aerobik, ćwiczenia gimnastyczne, taniec itd.
*A TAKŻE: rysować, malować, rzeźbić, wyszywać, szydełkować, tworzyć origami, tworzyć makiety, układać puzzle, układać domino, układać domki z kart, budować domki z klocków lego, bawić się zabawkami, grać na instrumentach, śpiewać karaoke, uczyć się języków obcych, uczyć się programowania, wymyślić swój własny język / kod / szyfr, tworzyć własne gry, robić porządki, sprzątać, gotować, jeść, spać, odpoczywać, leniuchować, rozmawiać z ludźmi przez telefon / skype / messenger, przeglądać internet itd.
...Więc proszę was, ludzie... Nie mówcie mi, że się nudzicie i nie macie co robić w domu, bo zaczynam już powoli tracić wiarę w ludzkość... Bez kitu xD.
► To już koniec wstępu do mojego pamiętnika. Przepraszam, że był on taki długi, ale musiałam napisać o wielu ważnych rzeczach... Kolejne wpisy będą krótsze, ale będę je publikować codziennie. Będę w nich na bieżąco opisywać swoje życie codzienne w dobie pandemii koronawirusa. Być może w najbliższych dniach wydarzy się coś nieoczekiwanego, co urozmaici mój pamiętnik? Kto wie... Do zobaczenia w następnym wpisie, pa pa:3
Źródło...
Paleta odcieni smutku...

Komentarze